Na tym świecie powodzenie odnoszą ci, którzy poszukują odpowiadających im warunków, a jeśli nie mogą ich znaleźć, stwarzają je sami. - George Bernard Shaw
Czasami nie mamy ochoty na długie zabawy w kuchni. Restauracja również nie jest opcją, która nam odpowiada. W takim przypadku najlepiej sprawdzić co mamy w lodówce i przygotować kanapki na ciepło.
Szczególnie, kiedy nasze pieczywo nie jest już najlepszej świeżości, a za oknem majowa pogoda, czyli ... deszcz i 11 stopni :)
Szpinak pochodzi z Persji, a w Europie pojawił się już w średniowieczu. Swoją sławę zyskał jednak dopiero w wieku XIX. Siostry pielęgniarki od św. Wincentego a Paulo przyrządzały ze szpinaku wywar podobny do wina, która bardzo szybko przywracała zdrowie hospitalizowanym, szczególnie chorym na anemię. W latach 30 XX wieku w USA szpinak stał się wyjątkowo popularny wśród farmerów. Jednym z powodów zainteresowania była literówka na plakacie opisującym jego zalety - wpisano tam zawartość żelaza 30g/kg, zamiast 3g/kg. Reklamy szpinaku pojawiały się wtedy równie często jak reklamy coca-coli.
Poza żelazem szpinak zawiera również sód, potas, magnez, wapń, mangan, kobalt, miedź, cynk, fosfor, fluor, chlor, jod, oraz sporo witamin z grupy B, karoten zamaskowany zielonym chlorofilem, który jest bliskim krewnym hemoglobiny, witaminy E i K, a także dużo witaminy C i tylko 20 kcal w 100g.
Niestety okazało się, że szpinak zawiera również duże ilości kwasu szczawiowego, co powoduje, że wiele osób nie powinno go w ogóle jeść. Do grupy tej zaliczają się chorzy na reumatyzm, nerki, wątrobę i ludzie cierpiący na dolegliwości przewodu pokarmowego.
Wiele osób zetknęło się ze szpinakiem w dzieciństwie i kojarzył się głównie z niesmaczną zieloną papką. Dzięki modzie na zdrową żywność szpinak wraca do łask. Nadal jest dostępny głównie w postaci przetworzonej jako nadzienie pierogów, bułek albo dodatek do makaronów. W sklepie szpinak kupujemy głównie jako mrożone kostki, ale od pewnego czasu dostępne są również świeże, hermetycznie zapakowane liście. Worek jest dość duży, więc mamy odpowiednią ilość "materiału" do kulinarnych eksperymentów.
Czy zastanawialiście się kiedyś w jaki sposób ustalane są ceny w restauracji? Od pewnego czasu jestem miłośnikiem steków - nie muszę jeść codziennie, ale czasami mam bardzo silną potrzebę - tak jak niektórzy potrzebują kawy. Nawet jeżeli nie lubicie mięsa, warto przeczytać i podzielić się informacją z kimś znajomym lub rodziną.
Zawsze mnie zastanawiało w jaki sposób restaurator ustala cenę za stek. Z pewnością musi uwzględnić koszt produktów, pracy kucharza oraz koszty prowadzenia lokalu. Niemniej, często okazuje się, że drogi stek nie koniecznie jest dobry. Możemy zjeść pyszną wołowinę filet mignon z polskiej sezonowanej polędwicy, albo stek, który został przygotowany z wołowiny z Kobe, którego smak nie jest wart zapamiętania. Skąd więc bierze się cena? Podejrzewam, że w tych "gorszych" restauracjach cena jest "przypadkowa", a w tych lepszych to precyzyjnie wyliczona wypadkowa wielu czynników dostrojona badaniami popytu i podaży.
Lubicie wrapy? Ja dotychczas nie przepadałem. Nie widać co jest wewnątrz, a smak jedzenia z lodówki w kawiarni nie należy do moich ulubionych. Dokonałem jednak przełomowego odkrycia. Wrap zrobiony w domu smakuje zupełnie inaczej. Być może na moje postrzeganie wpływa mają również inne czynniki, ale .... od kilku dni przygotowuję, zawijam i zjadam :) Kupuję wrapy Mission Deli. Wypróbowałem już naturalne, z pomidorami i bazylią oraz z ziołami. Do tego kilkanaście różnych rodzajów nadzienia - od mięsnego, poprzez łososia nadzienie wegetariańskie aż do słodko-owocowego. I nadal będę próbował.
Na kolejnej stronie zamieściłem kilka inspiracji a poniżej krótki film instruktażowy :)